poniedziałek, 25 stycznia 2016

Kierowca VS. Rowerzysta


Temat coraz bardziej popularny w naszym kraju, pełen kontrowersji i ciągłych dyskusji, niekoniecznie konstruktywnych. Po polskich drogach (nie mówię tu o drogach rowerowych) jeżdżę rowerem od kilku lat, doświadczyłam wielu niebezpiecznych sytuacji z udziałem kierowców, jednocześnie obserwując mnóstwo przedziwnych zachowań, jakie wywołują rowerzyści. 

 


Brak znajomości podstawowych przepisów i znaków drogowych przez rowerzystów
Rowerzysta nie musi posiadać karty rowerowej czy prawa jazdy, żeby być członkiem ruchu drogowego. Znam osobę, która jechała drogą, na początku której ustawiony był zakaz ruchu dla rowerzystów i była święcie przekonana, ze to znak drogi rowerowej :)


 















  Chyba się trochę różnią? :)

  
Zielona strzałka
Osobiście nie znoszę tego rodzaju sygnalizacji świetlnej (tak, wiem, że ma usprawniać ruch w miastach), ponieważ z nią jest związanych wiele kolizji i wypadków  z udziałem pieszych i rowerzystów. Przepisy ruchu drogowego są jasne, mamy zatrzymać pojazd przed „zieloną strzałką”, potem upewnić się i jechać. I kto tak robi? No nie oszukujmy się, właściwie tylko „elki” i kandydaci na kierowców podczas egzaminów. W praktyce wygląda to tak, że kierowcy zwalniają, leniwie spojrzą na pasy i jadą. Pamiętajcie, że na przejściach dla pieszych z wydzielonym czerwonym pasem dla rowerów, rowerzyści NIE muszą schodzić z pojazdu. Także rowerzysta zbliżający się do przejścia, widząc zielone światło, najprawdopodobniej wjedzie na pasy, nie wytracając prędkości. Pojawi się zatem szybciej niż piesi, a kierowca pomyśli, że zdąży przejechać przed rowerzystą i mamy loterię... Zdążę?  Nie zdążę? 





A czy Ty włączasz kierunkowskaz?
Pewnie myślicie sobie, no pewnie, że włączam. Brawo Ty! Tylko skoro jest to takie oczywiste, to czemu większość rowerzystów nie sygnalizuje zmiany kierunku jazdy? Przecież niektórzy kierowcy również czasem jeżdżą na rowerach. I bynajmniej nie mówię tutaj o drogach rowerowych, tylko skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną. Naprawdę tego nie rozumiem. Jadąc w prawo, wyciągamy prawą rękę, jadąc w lewo, lewą. I co, skomplikowane? 

Kask i odblask.
„A po co mi kask, ja tylko kilka kilometrów jadę do pracy/szkoły itp.”. Też kiedyś nie znosiłam kasków, gorąco w tym latem, niszczą misternie wykonaną fryzurę. Teraz bez kasku na rowerze czuję się jakoś nieswojo. Miasto, zwłaszcza w godzinach szczytu, to jakiś kosmos jest. Przez większą część roku dojeżdżam do pracy rowerem, chyba nie muszę wspominać jak często dochodzi do kolizji drogowych czy wypadków. Jeśli uderzy rowerzystę samochód, który jedzie choćby z przysłowiową zerową prędkością, może spowodować silne obrażenia np. spadniesz z roweru i uderzysz głową o krawężnik. Jeśli masz kask, to jedynie się przełamie, no a bez kasku...? 
I pamiętajcie, że nawet lekko pęknięty kask nie spełnia już swoich funkcji i trzeba go wyrzucić.

 
  
Strój tunelowy! :)

Kultura
Tak naprawdę wszystkie te punktu sprowadzają się do jednego słowa – kultura.
Do tematu rowerzystów na drogach podchodzi się ciągle lekceważąco, mówię tu zarówno o podejściu kierowców, jak i samych rowerzystów. A to jest przecież takie proste – skoro jesteś członkiem ruchu drogowego to nieważne czym jedziesz, dbaj o swoje i innych bezpieczeństwo. Rowerem poruszam się również za granicą, najbezpieczniej czułam się w Szwecji, Niemczech oraz Norwegii. Tam, kierowcy nie wyprzedzali „na gazetę” ani „na trzeciego”. Jednak z drugiej strony, rowerzyści jeździli w kaskach, z lampkami, odblaskami i bez bólu stosowali się do przepisów. Przykładowo w Norwegii jest wiele tuneli, do których zabroniony jest wjazd rowerom, wyznaczone są specjalne objazdy, które nie dość, że dostarczają spektakularnych widoków, to są po prostu bezpieczne. Przyznam, ze nie przepadam za tunelami i obecność tych objazdów zawsze mnie cieszyła, ale jestem przekonana, że w naszym kraju jest wielu rowerzystów, którzy by ten zakaz totalnie zlekceważyli. Na polskich drogach jest niestety sporo agresji oraz niewiele szacunku do drugiej osoby. Myślę, że to jest źródłem wielu sporów.

Na sam koniec pytanie z aktualnych testów egzaminacyjnych na kierowców:




Łatwe, prawda? Każdy by zaznaczył NIE. Jednak doświadczałam mnóstwo sytuacji na drogach, kiedy ktoś wyprzedzał na trzeciego i nie raz zmusił mnie do zjazdu z jezdni na przydrożne pole. Czasem odtwarzam tę sytuacje i zastanawiam się, co by było, gdyby w tamtym miejscu była barierka i nie mogłabym zjechać?

Kto ostatecznie zwyciężył w pojedynku Rowerzysta VS Kierowca? Stawiam na bramkowy remis. Temat zdecydowanie będzie coraz częściej poruszany, ponieważ ludzie z roku na rok coraz chętniej decydują się na podróże rowerowe.
A jak ta tematyka wygląda z Waszej strony? Podróżujecie rowerem, samochodem, a może i tym i tym? Co Was najbardziej irytuje na polskich drogach?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka