poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Ptasi (i nasz) Raj!



fot. Berenika Podrucka - Taczała

„O, tam jest, widzicie go?”. Wszyscy do lornetek i po chwili ktoś opowiada „A no tak! Jest tam, siedzi na gałęziach. Teraz się schował za pień”. Zachęcona ze wszystkich stron biorę pożyczoną lornetkę, przykładam do oczu i… nic nie widzę. Reszta ekipy w skupieniu ogląda mysikrólika, komentując jego zachowanie. No to patrzę dalej przez te szkła i dalej nic. Są tak zafascynowani, że samo patrzenie na nich sprawia radość. Doba, trudno, najwyżej potraktuję naszą ornitologiczną eskapadę jako spacer po wyspie, bo i tak będzie fantastycznie – w końcu jesteśmy na wagarach!


Dzień wcześniej na świątecznym spacerze naszego koła SKPT, spontanicznie ustaliliśmy, ze jedziemy na wyspę Sobieszewską, podglądać ptaki. Takie spontany sprawiają niesamowitą radość, zwłaszcza, że robi się zupełnie nowe rzeczy na łonie natury, z daleka od pracy. Takie dni nazywam właśnie wagarami!

Ale wróćmy do ptaków. W pewnym momencie Andrzej oznajmił, że na drzewie przed nami siedzi srokosz. Kto? No, niewielki drapieżnik, który poluje nawet na drobne gryzonie, owady, płazy i wyróżnia się tym, że potrafi zrobić zapasy, nabijając upolowane ofiary na ostre przedmioty. Wówczas kiedy zgłodnieje, podlatuje do swojej „spiżarni” i uszczknie sobie fragmenty. Trochę mi się skojarzyło z Prometeuszem... 
Ptak – morderca! Tego to muszę zobaczyć. Lornetka podejście kolejne, trochę ostrzenia, trochę obkręcania się na wszystkie strony. Ha! I jest, taki niepozorny niewielki ptaszek, siedzi sobie dostojnie na gałęziach. I serio on na te gryzonie poluje? Cicha woda.


              
Dzierzba srokosz, fot. Andrzej Szuksztul
   

Ruszamy dalej w kierunku punktu obserwacyjnego nad jeziorem Karaś. I zaczyna się prawdziwy Ptasi Raj. Tu z prawej dzięcioł hałasował, a z lewej na szczycie drzewa siedzi drozd. Piękne kolory, trzeba podpatrzeć i zapamiętać wzory, byłby piękny na sukienkę. Wystarczy zatrzymać się na chwilę i widać kilkanaście gatunków ptaków. A jak hałasują! Przyznam, że nigdy nie zwracałam uwagi. Co za koszmarne niedopatrzenie z mojej strony. Ale popracujemy nad tym. 


Drozd śpiewak, fot. Andrzej Szuksztul
    

Punkt obserwacyjny nad jez. Karaś posłużył jako przerwa na posiłek i na zobaczenie cienia orła. Spokojnie, sam drapieżnik pokazał się w dalszej części podróży, tuż przy kolejnej wieży obserwacyjnej. I tam też uświadomiłam sobie ileż to gatunków ptaków wodnych pływa po naszych wodach. Krzyżówki to wiadomo, ale jeszcze inne urocze nazwy jak: gęgawa, lodówka, czernica, gągoł, ohar, głowienka. I to na pewno nie wszystko.Ale właśnie tyle udało mi się zapamiętać.

Sójka, fot. Andrzej Szuksztul
                        

Postanowiliśmy pościgać się trochę z czasem i odwiedzić jeszcze Mewią Łachę. Pogoda się zrobiła iście wiosenna, że pod naszymi nogami zaczęły penetrować świat padalce. Trzeba było uważać, żeby się z nimi nie zderzyć. Bera wspominała, jak czasów dziecięcych wrzucały sobie z koleżankami padalce za koszulki, bo łaskotały. Muszę przyznać, że w kwestii przytulania się do zwierząt, ja pozostaję jednak fanką futrzastych czworonogów :)


Padalec, fot. Andrzej Szuksztul
   

Poza ptakami naszym celem były także foki. Zarówno ptaki jak i foki nas nie zawiodły. Z ptaków na pewno najbardziej zapamiętam sieweczki, bo bardzo trudno było je wypatrzeć, niesamowicie stapiały się z tłem. Ale się udało! Warto pamiętać, że sieweczki składają jaja na piasku, także przypadkiem nie wpadajcie na pomysł, aby wychodzić poza wytyczony szlak! 

Sieweczka nad plażą, fot. Andrzej Szuksztul
   


  Pliszka siwa, fot. Andrzej Szuksztul
 
A foki leniwie przewracały się z boku na bok na skraju wysepki. Niektóre zażywały kąpieli. Ogólnie doskonale wiedziały, że są gwiazdami Mewiej Łachy i chętnie pozowały do zdjęć. Tutaj lornety sprawdzały się perfekcyjnie, można było dokładnie się im przyjrzeć, bo zdecydowanie należały do kategorii obiektów nieruchomych. 


Foki, fot. Andrzej Szuksztul
  
Na spacerze ornitologicznym byłam po raz pierwszy. Zobaczyliśmy około 30 gatunków ptaków. Szczerze mówiąc myślałam, że się do tego zupełnie nie nadaję, bo wiadomo trzeba zachować ciszę, skupić się i nie spłoszyć zwierząt. Jednak przyznaję, że mnie wciągnęło! Niesamowite uczucie zobaczyć życie ptaków na wyciągniecie ręki. Jak jeszcze umie się je rozpoznać.. To już wyższy poziom.


   fot. Berenika Podrucka - Taczała
Na sam koniec jeszcze rarytas. Co prawda nie ten sam spacer, ale ten sam rejon, wiec chciałabym Wam pokazać fantastyczne zdjęcie. Andrzejowi udało się uchwycić łosia zażywającego kąpieli. Takie cuda są na świecie i to tak blisko, tylko po nie wyjść! :)

Łoś! fot. Andrzej Szuksztul
   


A czy Wy też braliście kiedyś udział w spacerach ornitologicznych? Jakie są Wasze wrażenia?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka