niedziela, 21 sierpnia 2016

Rowerowe miejsca powrotów



"Dżoana, Ty często wracasz w te same miejsca? Czy raczej zawsze szukasz nowych?". Właśnie te dwa pytania zainspirowały mnie do napisania tego posta. Powiem krótko - uwielbiam wracać w te same miejsca! I tak naprawdę nigdy to nie jest to samo miejsce. Fakt, według mapy nic się nie zmienia, stary kościół jest tam, gdzie był, morze dalej nazywa się Bałtyckie, ale przyroda, która mnie tam otacza zawsze wygląda inaczej, inaczej pachnie, ma inne kolory, jestem tam z kimś innym, jest inna pogoda, inny nastrój. Czyli to samo miejsce, ale zupełnie inne. I właśnie to jest w tym najpiękniejsze! Dlatego wracam. 


Zaczęłam wypisywać miejsca, które są mi szczególnie bliskie i do których na dwóch kółkach wracam przynajmniej raz do roku. Wyszła piękna siódemka. Moja ulubiona cyfra w dodatku. Sześć miejsc wprost z Polski, jedno zza granicy. Zapewne się domyślacie jaką zagranicę mam na myśli! Zaczniemy patriotycznie, od Polski.


1. Słowiński Park Narodowy

Po pierwsze jest blisko. Oferuje to, co uwielbiam - wiatr, morze, ciszę. Czasem rzuci jakąś niespodzianką, odsłoni na przykład prastary las albo zaleje błotem jedyną ścieżkę. Miejsce wymarzone nie tylko na rower, na wszelakie włóczęgi także. Magiczne i latem i zimą i jesienią też. Wiosną akurat nie przepadam, ale ja jestem taka dziwna, że wiosny nie lubię, więc to chyba to.

Prastary las. Spieszcie się, bo niedługo zniknie!
Kwiecień na podmokłych terenach Słowińskiego Parku potrafi pokrzyżować rowerzyście plany.


2. Półwysep Helski

Od razu to wykrzyczę - nigdy w sezonie! Koszmar, tona ludzi, którzy często rowerów nie widzieli na oczy, nie da się jechać. Półwysep uwielbiam jesienią, do piaskowego otoczenia i niebieskiej wody dochodzą rdzawo-złote barwy. Robi się spokojnie, znikają kolorowe jarmarki, zegarki blaszane i parawaningowy harmider. Dodatkowo trasa Gdańsk - Hel - Gdańsk jest też idealna jak ktoś planuje rozpocząć swoją przygodę z długimi dystansami. Jest to idealna dwusetka. Moje pierwsze 200 km było właśnie tam.

Półwysep Helski poza sezonem to oaza spokoju.


3. Wysoczyzna Elbląska

Teraz bardziej na wschód. Jest Zalew Wiślany, a nad nim piękne miejscowości. Kto zna Kadyny, ten wie, że tam warto wracać. Wieś z piękną historią i jeszcze piękniejszą architekturą. W Suchaczu o każdej porze roku mamy Hawaje, a to dzięki słomkowym parasolom. Nie zapominajmy o Fromborku z Kopernikiem. A tereny cudowne, nie bez powodu nazwano je Wysoczyzną, przewyższenia niemal jak w Beskidach. A tak blisko Trójmiasta...

Hawaje?


Kadyny potrafią zauroczyć.


4. Podlasie

Nie wskażę konkretnej trasy, bo nie o to tu chodzi. Podlasie to dla mnie polska Norwegia. I oczywiście nie chodzi tu o słynne podlaskie fiordy (!) :-) tylko o podobieństwo połączenia przestrzeni z ciszą. Na Podlasiu są zawsze magiczne zimy czego bardzo brakuje mi na Pomorzu. W tym regionie jestem absolutnie zakochana!

Czyż ta przestrzeń dookoła nie jest cudowna?
Sielanka w pełnej okazałości!



5. Lublin i lubelszyczna

Lublin to moje ulubione miasto w Polsce. I zawsze dziwi mnie to, że wiele osób jest tym faktem zdumionych. Miasto to ma niesamowity klimat i potężny potencjał. Przynajmniej raz do roku muszę je odwiedzić i to zazwyczaj nie jest trudne, ponieważ moje wschodnie rowerowe eskapady zaczynam albo kończę właśnie tutaj. Zawsze coś nowego w Lublinie odkrywam, a to urokliwy dziedziniec, a to odnowioną właśnie kamieniczkę... 
Lubelszczyzna to dla mnie kraina słońca (tam jest zawsze fantastyczna pogoda w okresie letnim, a zimą siarczyste, prawdziwe mrozy!) i pięknej renesansowej architektury.

Lublin kusi piękną architekturą...
... a Lubelszczyzna słońcem.


6. Polskie wybrzeże

Choć pogoda nad morzem latem nie rozpieszcza, to raz do roku pokonuję odcinek wzdłuż wybrzeża. Widok nadmorskich miasteczek ma w sobie coś urokliwego. I każde miejsce na rozbicie namiotu jest absolutnie bezkonkurencyjne. Wszak nie codziennie mamy pobudkę z widokiem na szerokie, puste plaże i przekomarzające się ze sobą mewy.

Czasem jazdę wzdłuż morza traktuję bardzo... dosłownie.
Jazda wzdłuż wybrzeża serwuje często tajemnicze mgły.

7. Norwegia

A to zaskoczenie, prawda, że wskazałam właśnie ten kraj? W zeszłym roku pojechałam tam wiedząc, że się zakocham, a w tym roku wróciłam, bo to już prawdziwa miłość. I wracać tam będę, bo Norwegia mnie wycisza i inspiruje. Nie wspominając o widokach, jak to Aga mówi, wprost z Narnii. 

Taaakie góry i taaaakie fiordy, tylko na Lofotach!

Jest wiele miejsc w Polsce i na świecie, które podczas rowerowych podróży naprawdę mnie zafascynowały, ale te, które wyżej wypisałam, to moje prawdziwe perełki.

Jestem bardzo ciekawa, gdzie Wy lubicie powracać?


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka