niedziela, 16 października 2016

Babeszjoza - cichy zabójca Twojego psa


Rulon, spacerek? Chodź! Cisza. Odgłos wsypywania karmy do miski. Cisza. Co jest? Może mu za gorąco? Ale czemu nie chce iść na spacer? Biorę Rulona na ręce i wynoszę niemal siłą. Idzie powoli, coś tam obwąchuje, ale bez jakiegokolwiek entuzjazmu. Patrzę na zegarek. Muszę już wychodzić do pracy. Zamykam drzwi, pędzę na rowerze, ale z przeczuciem, że coś jest zdecydowanie nie tak.



Wracam do domu. Rulona rytuałem jest witanie mnie od wejścia. Zazwyczaj już podczas otwierania drzwi słyszę jak ogonem uderza o szafę. A teraz... Cisza. Leży na łóżku, otworzył tylko oczy. Dość tego - idziemy do weterynarza.

- Może to od gorąca? Wie Pani teraz jest bardzo duszno - mówi Pani Weterynarz mierząc Rulonowi temperaturę. Po chwili dodaje - temperatura w normie. Hmmm... Coś jeszcze Pani zauważyła? Ciemny mocz? Oj, to niedobrze! Pobiorę mu krew, tak na wszelki wypadek. Proszę podać numer telefonu, jak wyjdzie coś niepokojącego zadzwonię.

Ten sam dzień, godzina 21.30. Telefon świeci, jakiś obcy numer. - Pani Joanna? Dzwonię z poradni weterynaryjnej. Mam wyniki Rulona, jest bardzo źle, proszę jeszcze jak najszybciej przyjść z nim do gabinetu, ma silną anemię. Koniecznie trzeba mu podać leki jeszcze dzisiaj.


Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mój pies ma mniej niż 50% szans na przeżycie.


Poziom czerwonych krwinek u Rulona był o połowę mniejszy od dolnej granicy normy. Gdybym zwlekała z leczeniem, psa nie udałoby się uratować. Pierwszym krokiem były kroplówki i antybiotyki. Do tego zestawu doszły z tabletki z żelazem. Konieczna była zmiana diety. Rulon dostawał na obiad wołowinę, której smaku nawet nie był w stanie docenić. W gabinecie stawialiśmy się codziennie przez cały tydzień.


Niesamowicie silny pies!


Miał szczęście. Przy tak niskim poziomie czerwonych krwinek, był w stanie samodzielnie się poruszać, zupełnie jakby nie wiedział, że ma znikome szanse na przeżycie. Po tygodniu leczenia badanie krwi wykazało mocną poprawę. Wyniki mieściły się już w dolnej granicy normy. Wrócił apetyt i chęć spacerów. Udało się, pies zdrowiał! Wiem, że inne czworonogi nie miały tyle szczęścia.
 

Co to jest ta Babeszjoza?


Choć nazwa na to nie wskazuje, jest to szalenie groźna choroba, która dotyka psy. Nieleczona albo leczona za późno kończy się śmiercią! Wywołana jest przez pasożyta przenoszonego przez kleszcze. Aby doszło do zakażenia, kleszcz musi ssać krew zwierzęcia przez 24 godziny. W Polsce szczególnie narażone są tereny północne oraz północno - wschodnie.
Przy tej chorobie trzeba działać szybko, nie zwlekaj z wizytą u weterynarza, jeśli Twój pies wykazuje podejrzane zachowanie.

Jak nie spotkać się z Babeszjozą:


1. Kleszcze są aktywne nawet przy niskich temperaturach (np. 5 st.C). Nie bagatelizuj zagrożenia zimą. Zwłaszcza, że zimy w Polsce ostatnio bywają łagodne.

2. Profilaktyka. Zainwestuj w obrożę/krople/tabletki. Przy kroplach nie kąp psa zbyt często, zwłaszcza po samym zaaplikowaniu.

3. Rulon zachorował pomimo regularnego stosowania kropli. Warto więc w okresie intensywnego nasilenia kleszczy - kwiecień/wrzesień, stosować kilka metod ochronnych.

4. Regularnie oglądaj swojego psa.

5. Obserwuj zachowanie swojego psa. To Ty go znasz najlepiej! Dlatego przy jakichkolwiek wątpliwościach, idźcie do weterynarza.


Kończąc, chciałabym podkreślić, ze nie jestem lekarzem. Posta tworzyłam w oparciu o własne, a właściwie Rulona doświadczenia oraz konsultacje z lekarzem weterynarii. W myśl złotej zasady lepiej zapobiegać niż leczyć. A Rulon się pod tym podpisuje, czterema łapami!


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka