niedziela, 22 stycznia 2017

Jak przygotować się do samotnej wyprawy rowerowej?




Zima jest jedną z moich ulubionych pór roku. Jest to czas cieszenia oczu śniegiem, jak również czas planowania kolejnych rowerowych eskapad! Dwa lata temu właśnie teraz kupowałam bilet lotniczy i zaczęłam powoli przygotowywać się do wyjazdu. Zainspirowało mnie to do napisania postu - na co należy zwrócić uwagę planując samotną eskapadę rowerową. Takie pytania dostaję też od Was w prywatnych wiadomościach. To zaczynamy!



Transport roweru

Jeśli w podróży pojawia się transport roweru samolotem, koniecznie trzeba przeczytać warunki transportu przewoźnika. Każda firma ma własne zasady, niestety. Przyznaję, ze mi najlepiej podróżowało się liniami skandynawskimi, gdzie w ramach biletu z powiększonym bagażem mogłam zabrać rower bez konieczności wkładania go do kartonów czy toreb. Musiałam jedynie odkręcić pedały, przekręcić kierownicę i oczywiście spuścić powietrze w dętkach. Nie trzeba się martwić szukaniem opakowania na rower przed wylotem.



Kask odblask światło

Będę to powtarzać do znudzenia – nie ruszajcie się bez kasku! Obojętnie czy jedziecie do pracy czy na półroczną wyprawę, kask na głowie musi być. To samo dotyczy odblasków (kamizelka, odblaski plastikowe, taśmy na nogawki) i lampek. Docenicie to w tunelach, podczas jazdy po zmierzchu, we mgle i w deszczu. Zdarza się, że taki zwykły odblask jest często bardziej zauważalny niż tylne światło. Jeśli myślicie o podróżowaniu po Norwegii, to ciemnych tuneli nie zabraknie!


Bez apteczki ani rusz

Byłam już na takim wyjeździe, na który nie zabrałam apteczki (!). Bo zapomniałam albo uznałam, że przecież nic mi się nie stanie. A stało się. W Czechach, zjeżdżałam z górki i na zakręcie przewróciłam się na żwirze. Krew się lała z rąk, nóg, a kilkunastocentymetrową bliznę na brzuchu mam do dzisiaj. Wstyd się przyznać, ale nie miałam wtedy ani wody utlenionej ani bandaża ani nawet plastra. A miast na horyzoncie ani widu. Przeżyłam, ale po tej akcji bez apteczki się nie ruszam. Teraz są one naprawdę mocno skondensowane, idealne w podróży.
Poza podstawowym wyposażeniem apteczki warto dodać lekarstwa na: biegunkę, zapalenie pęcherza, przeciwgorączkowe/przeciwbólowe, wapno. Oraz folię NRC (koc termiczny), ochroni przed wychłodzeniem i nagrzaniem organizmu. Pamiętajcie o zasadzie owijania taką folią - złotym od zewnątrz jeśli doszło do wychłodzenia i odwrotnie w przypadku nagrzania organizmu.

Napraw swój rower

To była dla mnie najgorsza część! Nigdy specjalnie nie interesowało mnie majsterkowanie przy rowerze. W czasie wyjazdów zrzucałam to na drugą osobę i przybrałam oporna pozycję bycia "ponad to". Niestety. I nagle musiałam to wszystko opanować, a jeszcze więcej nauczyłam się w trasie kiedy mój rower zaczynał odmawiać posłuszeństwa.

Jak można zminimalizować problem majsterkowania na wyjeździe? Przede wszystkim zrobić porządny serwis roweru. Tanio nie będzie, ale zapewniam, że wolicie wydać pieniądze przed wyjazdem niż szukać serwisu w obcym kraju, zwłaszcza w drogim, tracąc przy tym cenny podróżniczy czas.
Oczywiście zdarzają się nagłe, nieprzewidziane awarie roweru i planując wyprawę musimy taką sytuację wpisać w budżet wyjazdu. Jednak rzetelny serwis roweru przed wyprawą dał mi poczucie komfortu w trasie i problem ewentualnej awarii został zminimalizowany.
Z narzędzi rowerowych wzięłam podstawowe jak imbus, pompka, dętki, klucze, smar do łańcucha, paski zaciskowe oraz nieśmiertelną srebrną taśmę. Owszem, paski i taśmę traktuję jako narzędzie pierwszej potrzeby. Często występowały w formie "pierwszej pomocy przedrowerowej". W torbie z narzędziami znalazły się też bardziej skomplikowane, ale na szczęście nie musiałam po nie sięgać.

Pamiętajcie też o karmieniu swojego roweru - a dokładnie łańcucha. On lubi porządna dawkę smaru co 100 km i lubi być czyszczony. Pedant.


Zaplanuj trasę

Banał, powiecie! Przecież każdy przed wyjazdem planuje trasę, co tu odkrywczego. Ja też zaplanowałam było to standardowe 100 km dziennie plus naliczałam co drugi dzień dodatkowe 20 km. A jak wyszło w praktyce? Średnio robiłam ok. 80 – 90 km dziennie. Czyli mniej. Nie uwzględniłam dwóch rzeczy: ciężaru roweru i piękności kraju. Już wyjaśniam. Ciężar jaki miałam do przewiezienia dosłownie przygniatał, jechałam o wiele wolniej niż normalnie. Jak wyprzedzili mnie niemieccy emeryci, to złapałam się za głowę, ale dodam, że jechali na lekko. A piękność kraju, to sytuacje kiedy przez kilka godzin zostawałam w jednym miejscu, bo widok zapierał dech w piersiach i korzystałam z piękna chwili. Przez te czynniki mocno skróciłam trasę, pierwotnie miałam przejechać z Nordakppu do Karlskrony, a meta mojej trasy była w Oslo. Także warto planować trasę dodając zapas czasu. Chyba, ze ktoś nastawia się na wyjazd typowo sportowy, ale to zupełnie inny temat.


Bez ubezpieczenia nie wsiadaj na rower…

…zwłaszcza za granicą. I to nie może być zwykłe ubezpieczenie. Wielu ubezpieczycieli wyprawy rowerowe traktuje jako sport ekstremalny. Serio! Dlatego warto zapoznać się i dokładnie przeczytać warunki ubezpieczenia i czy poza kosztami leczenia, ubezpieczenie obejmuje również ewentualny transport samolotem do szpitala.



Poczytaj...

... o kraju, do którego jedziesz. Nie chodzi mi tu wyłącznie o turystyczne miejsca, które planujesz zobaczyć, ale o mentalność osób zamieszkujących dany region, o zwyczaje, tradycje etc. Być może w przewodnikach takich informacji nie będzie, ale jest teraz mnóstwo blogów podróżniczych, na których ludzie opisują swoje wrażenia. Warto tam zajrzeć, aby nie zdziwić się zachowaniem mieszkańców danego kraju. Mentalność Norwegów, których spotkałam w trasie nie różniła się zbytnio od tej wyczytanej przed wyjazdem. Byli dość wycofani, ale po nawiązaniu kontaktu serdeczni i pomocni. O ludziach, których spotkałam podczas samotnej podróży po Norwegii napisze w kolejnym poście.
Warto też dowiedzieć się w jakim języku dogadamy się w kraju, do którego jedziemy. W Norwegii każdy mówił po angielsku, ale już w Gruzji bynajmniej. Tam bez rosyjskiego ani rusz. Nierzadko doświadczaliśmy sytuacji, że w małych miejscowościach starsze pokolenie nie znało angielskiego w ogóle. A jeśli chodzi o młode pokolenie to trzeba było dogadywać się na przysłowiowe migi, bo nie znało ani rosyjskiego ani angielskiego.

Co z jedzeniem?

To jest kwesta indywidualna. Każdy z nas dysponuje odmiennym budżetem na wyprawy. Na blogu skupiam się na tych niskobudżetowych i właśnie taki budżet wezmę pod lupę. Decydując się na wyjazd do kraju zajmującego czołowe miejsce w rankingu najbogatszych krajów Europy, wiedziałam, że nie będzie łatwo. Musiałam zabrać dużo jedzenia z Polski, a dokładnie 10 kg. Doskonale sprawdza się tutaj jedzenie liofilizowane, jest łatwe w przygotowaniu i lekkie. Niestety nie należy do najtańszych. Ale można poszukać innych sposobów np. kuskus, ziarna musli, suszone owoce, kaszki dla dzieci, sosy w proszku, przyprawy. Jeśli decydujemy się na gotowanie we własnym zakresie, a zakładam, że tak właśnie jest, to pamiętajcie, że nie nie możemy zabrać na pokład samolotu butli z gazem. Trzeba przed wyjazdem namierzyć sklep, w którym kupimy po wylądowaniu odpowiednia butlę. W Norwegii są one dostępne w każdej sieciówce "AMFI" (co ciekawe innych sieciówek w miasteczkach nie spotkałam). Dostaniemy je także na stacjach benzynowych, ale nie muszę chyba dodawać, że dużo drożej. Na 30 dni podróżowania starczyły mi dwie butle 900 gr, w tym jedną wykorzystałam w 3/4. A jeśli już jesteśmy przy butlach, to polecam zabranie zapałek sztormowych (zwłaszcza do Norwegii, gdzie pada i wieje). I woreczków strunowych/plastikowych opakowań, do których nie dostanie się wilgoć.
Więcej o jedzeniu na wyprawie pisałam w tym poście.



Odzież

Tu nie będę się rozpisywać. Każdy rowerzysta ma własny sposób ubioru, niektórzy lubią bawełnianą odzież, inni sztuczną. Ważne, aby tego nie zabrać za dużo. Ubrania są ciężkie, a przy takich wyjazdach liczy się każdy gram. Po prostu pierzemy po drodze. Warto jednak sprawdzić prognozy pogody. Ja wiedziałam, że w Norwegii czeka mnie deszcz i wilgoć i tak też było - choć w większych ilościach niż się spodziewałam  - dlatego skupiłam się  na odzieży przeciwdeszczowej, przeciwwietrznej i ciepłej typu polar. Choć najlepszym sposobem na zimno norweskie był ruch. A jeśli interesuje Was spotkanie z norweskim deszczem, zapraszam.



Bezpieczeństwo

Na koniec punkt mniej praktyczny, bardziej emocjonalny. W samotnych podróżach zawsze nawiedzi nas dreszczyk niepewności, lekkiego strachu. Z każdym dniem go oswajamy, ale warto pomyśleć o zwiększeniu komfortu poczucia bezpieczeństwa. Aby mieć kontakt z szeroko pojętym światem, wykupiłam pakiet internetu, z którego mogłam korzystać za granicą. Wybrałam jedną osobę w rodzinie, której codziennie przed zaśnięciem w namiocie, pisałam miejsce swojego obozowiska. Wrzucałam co jakiś czas posty na Facebooku, aby szersze grono osób wiedziało, że żyję i mam się wyśmienicie. Mimo, że w Norwegii można robić namiot niemal w każdym miejscu, polecałabym jednak zejście z pola widzenia. No i oczywiście są kraje, do których sama nie pojechałabym na pewno. Jednak jestem taką szczęściarą, że mnie ciągnie tam, gdzie cicho, bezludnie, zimo i pada. :)

I jeszcze coś, nie ruszajcie w samotną podróż, jeśli nie czujecie się w pełni przygotowani i przekonani do tego pomysłu. Na spokojnie. Ja ruszyłam w swoją solo podróż po 2 latach od zaświtania mi tego pomysłu w głowie. Było kilka czynników, które stanęły mi wtedy na drodze, ale  patrząc z punktu, w którym jestem teraz, to wszystko odbyło się we właściwym czasie. 

Mam nadzieję, że pomogłam, zwłaszcza tym osobom, które planują samotną podróż. Jeśli macie dodatkowe pytania, piszcie śmiało! A w tym poście opisałam wrażenia z mojej norweskiej eskapady.

I polecam wybrać się samotnie, nawet gdzieś niedaleko, chociaż na kilka dni, to naprawdę dużo daje!


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka